O trzeciej godzinie - powiedział Pan Jezus do s. Faustyny w październiku 1937 roku w Krakowie - błagaj Mojego miłosierdzia szczególnie dla grzeszników i choć przez krótki moment zagłębiaj się w Mojej męce, szczególnie w Moim opuszczeniu w chwili konania. Jest to godzina wielkiego miłosierdzia dla świata całego (Dz. 1320). Taka jest historia powstania tej formy kultu Miłosierdzia Bożego. Kilka miesięcy później Pan Jezus powtórzył to żądanie określając cel jej ustanowienia, obietnice związane z praktykowaniem modlitwy w tej godzinie oraz sposoby jej obchodzenia.
Godzina Miłosierdzia jest formą kultu, w której czcimy moment konania Jezusa na krzyżu (1500), kiedy to stała się łaska dla świata całego - miłosierdzie zwyciężyło sprawiedliwość (Dz. 1572). Nie chodzi tutaj o godzinę zegarową - 60 minut modlitwy - ale o modlitwę w momencie, gdy zegar bije trzecią godzinę (Dz. 1572), czyli w chwili konania Jezusa na Kalwarii. Tę formę kultu Miłosierdzia Bożego można praktykować nie tylko w Wielki Piątek, czy w każdy piątek, ale codziennie. Jest to czas uprzywilejowany w nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego.
Pan Jezus pragnie, aby w tej godzinie chociaż przez krótki moment rozważać Jego bolesną mękę, w której w sposób najpełniejszy objawia się tajemnica Jego miłosierdzia. Poznanie jej prowadzi do modlitwy uwielbienia i dziękczynienia, a także błagania o potrzebne łaski dla całego świata, a szczególnie dla grzeszników, bo w tej chwili [miłosierdzie] zostało na oścież otwarte dla wszelkiej duszy.
Z modlitwą w godzinie Miłosierdzia związał Pan Jezus obietnice wszelkich łask. W tej godzinie - powiedział - nie odmówię duszy niczego, która Mnie prosi przez mękę Moją (Dz. 1320). W godzinie tej uprosisz wszystko dla siebie i dla innych (Dz. 1572). Chrystus postawił więc trzy warunki konieczne dla spełnienia obietnic: modlitwa ma mieć miejsce o godzinie 300 po południu, ma być skierowana do Pana Jezusa i winno się w niej odwoływać do wartości i zasług Jego męki. Ponadto trzeba jeszcze zaznaczyć, że przedmiot modlitwy musi być zgodny z wolą Bożą, a sama modlitwa powinna być ufna, wytrwała i połączona z uczynkami miłosierdzia, co jest warunkiem prawdziwego nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego.
Pan Jezus udzielił również wskazówek dotyczących sposobów modlitwy w godzinie Miłosierdzia: Staraj się w tej godzinie - powiedział - odprawiać drogę krzyżową, o ile ci na to obowiązki pozwolą; a jeżeli nie możesz odprawić drogi krzyżowej, to przynajmniej wstąp na chwilę do kaplicy i uczcij Moje Serce, które jest pełne miłosierdzia w Najświętszym Sakramencie; a jeżeli nie możesz wstąpić do kaplicy, pogrąż się w modlitwie tam, gdzie jesteś, chociaż przez króciutką chwilę (Dz. 1572).
Godzina Miłosierdzia staje się codziennym czasem modlitwy apostołów Bożego Miłosierdzia pod każdą szerokością geograficzną. Dlatego wierzący jakby w nieprzerwanym akcie modlitwy łączą się z Jezusem konającym na krzyżu i - spełniając Jego prośbę - błagają o miłosierdzie Boże dla świata, szczególnie dla grzeszników.
26/2/2012
::
I Niedziela Wielkiego Postu - B
Rdz 9,8-15
Potem Bóg tak rzekł do Noego i do jego synów: Ja, Ja zawieram przymierze z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie; z wszelką istotą żywą, która jest z wami: z ptactwem, ze zwierzętami domowymi i polnymi, jakie są przy was, ze wszystkimi, które wyszły z arki, z wszelkim zwierzęciem na ziemi. Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię. Po czym Bóg dodał: A to jest znak przymierza, które ja zawieram z wami i każdą istotą żywą, jaka jest z wami, na wieczne czasy: Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią. A gdy rozciągnę obłoki nad ziemią i gdy ukaże się ten łuk na obłokach, wtedy wspomnę na moje przymierze, które zawarłem z wami i z wszelką istotą żywą, z każdym człowiekiem; i nie będzie już nigdy wód potopu na zniszczenie żadnego jestestwa.
1P 3,18-22
Chrystus bowiem również raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić; zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem. W nim poszedł ogłosić [zbawienie] nawet duchom zamkniętym w więzieniu, niegdyś nieposłusznym, gdy za dni Noego cierpliwość Boża oczekiwała, a budowana była arka, w której niewielu, to jest osiem dusz, zostało uratowanych przez wodę. Teraz również zgodnie z tym wzorem ratuje was ona we chrzcie nie przez obmycie brudu cielesnego, ale przez zwróconą do Boga prośbę o dobre sumienie, dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. On jest po prawicy Bożej, gdyż poszedł do nieba, gdzie poddani Mu zostali Aniołowie i Władze, i Moce.
Mk 1,12-15
Zaraz też Duch wyprowadził Go na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś usługiwali Mu. Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.
Nie samym chlebem żyje człowiek
Post, umartwienie i pokuta nie są celem samym w sobie, ale środkiem i nie powinny być zaniedbywane, tylko dlatego, że żyjemy już w XXI wieku i tego rodzaju akty przestały być modne. Ich celem jest zwrócenie naszej uwagi na rzeczy ważniejsze i głębsze. Ich celem jest przygotowanie, pewnego rodzaju trening, opanowanie naszych pożądliwości i namiętności wynikających ze skłonności naszej ludzkiej natury. Dlatego też okres Wielkiego Postu nie może być tylko symbolem, okresem pustym, szarym i bez znaczenia w moim życiu. Kończy się okres karnawału, w Rio de Janeiro wielkie szaleństwa i zabawy. Informuje o tym - prawie codziennie - telewizja. Ale nie poda ona jednocześnie informacji, że zaczyna się okres Wielkiego Postu, okres poważniejszego zastanowienia się nad sensem swojego życia, nad jego ostatecznym celem i znaczeniem, okres w którym post, pokuta i umartwienie, wyrzeczenia i wyciszenie mają pomóc człowiekowi być człowiekiem.
Kiedy Jezus podjął czterdziestodniowy post na pustyni, to na pewno nie dla sportu czy dla idei. Jego post był przygotowaniem do misji, jaką miał spełnić na ziemi. A jaką ja mam misję do spełnienia? Czy rzeczywiście umiem się do niej przygotować, ją rozeznać, i ją wypełniać na co dzień w moim życiu? Czy nie żyję tylko dla chleba i tylko dla przyjemności? A kiedy przyjdzie czas rozliczeń i zdawania sprawy, z przerażeniem stwierdzę, że całkowicie przespałem i zmarnowałem swoje życie goniąc jedynie za chlebem, czyli w sumie za tym co nie nasyci i nie zaspokoi mojego człowieczeństwa i mojej tęsknoty za nieskończonością?
Homilia alternatywna
Potrójna pokusa
Kuszenie Jezusa na pustyni -w dzisiejszej Ewangelii tak skrótowo przedstawione przez św. Marka- u Mateusza i Łukasza jest o wiele dokładniej zrelacjonowane (Mt 4:1-11; Łk 4:1-13). Czytając te przekazy nasuwają mi się myśli i refleksje, które przekładają tę Ewangelię na język współczesny.
Iluż z nas uległo tak łatwo pokusie zgłodniałego ciała? Głód chleba, napoju, używek, seksu, rozrywki, lenistwa... Ciało ma swoje prawa, ale jeśli mu ulegniemy, niepostrzeżenie przejmie ster naszego życia, zdominuje i sterroryzuje ducha. I tak niewiele trzeba, aby stało się dyktatorem i tyranem. Jeśli nawet sam Bóg-Człowiek był kuszony ... Czy zdaję sobie sprawę, jak łatwo jest ulec pokusom ciała? A jednocześnie, jak trudno się od nich uwolnić?
Iluż z nas wprzęgło się w jarzmo pychy i zarozumiałości? Pokaż co potrafisz, bądź efektowny, przecież jesteś wielki i wspaniały, a reszta, to nie warte uwagi pionki. Pycha, zarozumiałość, chęć pokazania się, dominacji, bycia kimś. Największa pokusa, która stoi u podstaw każdego grzechu, od początku stworzenia, od raju („otworzą się wam oczy i będziecie jako bogowie”) –obiecuje Szatan Ewie i Adamowi (Rdz 3:5). I efekt pychy... zawsze ten sam; zawód i rozczarowanie. Iluż z nas doświadczyło tego na własnej skórze?
A iluż z nas dało się wciągnąć w mroczne imperium bogactwa, chciwości, chęci posiadania, bezsensownego gromadzenia, zachłannego zbierania? „Oddaj mi pokłon, a dam ci wszystko, bo mnie jest poddane i mogę je odstąpić komu zechcę...” –kusi szatan (Mt 4:9, Łk 4:7) Obiecuje i nie daje, a iluż mu się kłania, iluż z nas czołobitnie oddaje hołd demonowi bogactwa, mamony, posiadania?
Jakże dziwnie te trzy pokusy łączą się ze sobą? Trzy pokusy współczesnego świata. Pokusa tyrańskiego i zgłodniałego ciała, pokusa aroganckiej pychy i pokusa zachłannej i ślepej chciwości. Cały świat współczesny im hołduje, cały świat je gloryfikuje i próbuje uzasadnić. A my? A my mamy Chrystusa, który mówi stanowczo: „NIE!!!” Żyj Słowem Bożym, Bogu cześć oddawaj, nie wystawiaj Pana, Boga twego na próbę. Tylko kto chce dzisiaj słuchać Chrystusa? On taki niemodny i tak bardzo ogranicza moją wolność. Lepiej iść za podszeptami Złego, to takie przyjemne... i tak wiele obiecuje.
I niestety, tak jak w raju, tylko obiecuje... i zostawia na lodzie, bo - jak pisał ks. J. Tischner – „zło jest tym, co nie ma podstawy, i co pozbawia podstawy, co działa jak rozkładowa moc irracjonalności”. A skoro zło nie ma podstawy i podstawy pozbawia, to jego efektem jest jedynie pustka.
Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu. Lud ten, który sobie utworzyłem, opowiadać będzie moją chwałę. Lecz ty, Jakubie, nie wzywałeś Mnie, bo się Mną znudziłeś, Izraelu! Raczej Mi przykrość zadałeś twoimi grzechami, występkami twoimi Mnie zamęczasz. Ja, właśnie Ja przekreślam twe przestępstwa i nie wspominam twych grzechów.
2Kor 1,18-22
Bóg mi świadkiem, że w tym, co do was mówię, nie ma równocześnie tak i nie. Syn Boży, Chrystus Jezus, Ten, którego głosiłem wam ja i Sylwan, i Tymoteusz, nie był tak i nie, lecz dokonało się w Nim tak. Albowiem ile tylko obietnic Bożych, w Nim wszystkie są tak. Dlatego też przez Niego wypowiada się nasze Amen Bogu na chwałę. Tym zaś, który umacnia nas wespół z wami w Chrystusie, i który nas namaścił, jest Bóg. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych.
Mk 2,1-12
Gdy po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy. A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga? Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego.
Twoje grzechy są odpuszczone
Odpuszczenie grzechów, to nie magiczna, szamańska praktyka, formułka, której skutków nie widać ani nie czuć. To najbardziej wewnętrzne uzdrowienie człowieka, to ingerencja w jego istotę, w jego najgłębsze struktury, w jego osobowość i w jego człowieczeństwo. Ingerencja zbawcza i lecząca. To sam Bóg dotykający człowieka i odnawiający go w jego najgłębszej warstwie, w jego najbardziej intymnej rzeczywistości. Tylko, że taka ingerencja nie może się dokonać w sposób mechaniczny, rutyniarski i bezmyślny. Sam człowiek musi współpracować z tym odnawiającym aktem Boga, bo bez tej współpracy ze strony człowieka, Bóg jest niestety bezsilny.
Podstawowym zaś warunkiem, warunkiem niejako sine qua non jest WIARA. Bez wiary, że Bóg może odpuścić człowiekowi grzechy, że może go uleczyć, że może go odnowić, postawić na nogi, bez tej wiary nic się nie dokona! I tylko ci, którzy wierzą mogą doznać cudu uleczenia, cudu odnowy, przemiany, mogą podnieść się i iść o własnych siłach. Ci, którzy nie wierzą nic nie zobaczą, nic nie doświadczą, nie zerwą ze swoją przeszłością i nie zostaną uleczeni.
Odpuszczenie grzechów, którego Bóg dokonuje w Sakramencie Pokuty nie jest jednak tyko uniewinnieniem, ułaskawieniem, lub darowaniem kar. Jest czymś znacznie więcej. Jest odrodzeniem, uleczeniem człowieka, jest nowym początkiem. I tu także potrzebna jest współpraca człowieka. Łaska Sakramentalna musi trafić na podatny, dobry grunt, aby tam mogła dokonać cudu. Jeśli tego gruntu nie przygotuję, jeśli z Łaską nie będę współdziałał, jeśli po Spowiedzi nie podejmę wysiłku współpracy, na nic się nie zda moje uleczenie. To do jawnogrzesznicy Pan wyraźnie powiedział: "Idź i nie grzesz więcej". Nic nie dzieje się tu automatycznie i magicznie, bez udziału człowieka.
Pan ma moc działania cudów w naszym życiu, ale my musimy Mu na to przyzwolić, oddać się w Jego leczące ręce.
Przez całe życie stawiam Pana Boga przed trybunałem mojego ludzkiego rozumu i każę Mu się tłumaczyć z Jego boskiej woli, a w chwili śmierci Bóg postawi mnie przed trybuałem ostatecznej i niedyskutowalnej Prawdy. I to nie Bóg mnie potępi, czy skaże na wieczne potępienie. To ja sam wydam na siebie jedyny, ostateczny sprawiedliwy i nieodwołalny wyrok w obliczu ostatecznej Prawdy.
Jeśli przez całe życie unikasz prawdy, kpisz sobie z niej, negujesz jej istnienie i lekceważysz sobie ją, to nie bądź zdziwiony, że to ona ostatecznie ukaże ci się jako twój sędzia.
I gdzie będzie wtedy "tolerancja", subiektywizm, sytuacjonizm, kompromisy, naginanie i manipulacje prawdą, twoje racje, twój punkt widzenia i twoja wizja świata bez reguł i bez zasad?
Dalej powiedział Pan do Mojżesza i Aarona: Jeżeli u kogoś na skórze ciała pojawi się nabrzmienie albo wysypka, albo biała plama, która na skórze jego ciała jest oznaką trądu, to przyprowadzą go do kapłana Aarona albo do jednego z jego synów kapłanów. Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.
1Kor 10,31-11,1
Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie Nie bądźcie zgorszeniem ani dla Żydów, ani dla Greków, ani dla Kościoła Bożego, podobnie jak ja, który się staram przypodobać wszystkim pod każdym względem nie szukając własnej korzyści, lecz dobra wielu, aby byli zbawieni. Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa.
Mk 1,40-45
Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony! Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.
Panie, jeśli chcesz możesz mnie uzdrowić
Czyż to nie jest nieszczęście być trędowatym? W Polsce nie mamy o tym pojęcia, bo nie ma u nas ludzi chorujących na tę chorobę. Są jednak kraje we współczesnym świecie, gdzie jest to nadal poważny problem. Pracując od kilku lat na misjach w Afryce, miałem okazję wiele razy widzieć trędowatych, rozmawiać z nimi i słuchać ich utyskiwań. Choroba zaczyna się od niewielkich żółtych plam na ciele, które z czasem rosną, stają się twardsze i ropiejące. Nie można sobie z nimi poradzić. Ciało w tych miejscach zaczyna gnić i odpadać. Są to najczęściej palce u rąk i nóg, ramiona, czasami policzki, lub oczodoły ... Trędowaty straszy swoim wyglądem, ludzie się od niego odsuwają, uciekają. On sam jest świadom, że stał się wyrzutkiem społeczeństwa, że jego miejsce nie jest już wśród zdrowych. Dotknięte chorobą części ciała -najczęściej kończyny, twarz- stają się kalekie, gniją, cuchną, ropieją i po jakimś czasie obumarłe odpadają. To straszna choroba. Tylko cud może tu coś zmienić, pomóc, zaradzić.
Z grzechem jest tak samo. Zaczyna się -jak z trądem- od niewielkich, czasami niezauważalnych zmian, zażółceń naskórka. A później ... coraz szybciej, w nieodwracalny sposób wszystko zaczyna gnić, odpadać, cuchnąć ... Ludzie się od ciebie odsuwają, uciekają, stajesz się wyrzutkiem społeczeństwa. Zdaje ci się (na początku), że jest to niegroźne, że można sobie z tym poradzić, coś zmienić ... że to uleczalne. A choroba rozwija się coraz szybciej i zatacza coraz szersze kręgi, powodując coraz większe zniszczenia i spustoszenia. Stajesz się trędowatym. Te strupy i rany pokrywają coraz większe powierzchnie twego życia i sam już sobie z tym nie poradzisz! Wołaj póki czas: "Panie ! jeśli chcesz, tylko Ty możesz mnie oczyścić!" A usłyszysz: "Chcę! bądź oczyszczony.", bo On do chorych przyszedł i do trędowatych, do zadżumionych i grzeszników, a nie do zadowolonych z siebie i zdrowych zarozumialców.
A iluż takich „trędowatych” potraktowaliśmy brutalnie, wyrzucając ich poza nawias społeczności? To tylko Chrystusa stać na gest dobroci: „Jezus zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: Chcę, bądź oczyszczony!”. My ???? opatrzyliśmy takiego delikwenta etykietką „nietykalny - trędowaty”.
Cała bieda współczesnego człowieka leży w tym, że próbujemy zredukować rzeczywistość Nieskończonego Boga do poziomu ludzkiego pojmowania, a kiedy rzeczywistość ta nie przystaje do naszego rozumowania odrzucamy ją jako nierelaną, nie naukową, nielogiczną, pozbawioną sensu, idealistyczną itp. Efektem takiego redukcjonizmu jest stawianie Boga przed trybunałem ludzkiego rozumu i domaganie się „usprawiedliwienia”. Bóg ma się „spowiadać” z tego co robi, a jeśli nie robi tego co nam się wydaje słuszne to Go oskarżamy. Tutaj przypomina mi się tytuł książki Clive Staples Lewis’a „Bóg na ławie oskarżonych”. Człowiek tak daleko zaszedł w swojej pyszne i zarozumiałości, że od Boga Stworzyciela domaga się usprawiedliwienia i uzasadnienia Jego boskiego postępowania.
Jest w tym jakaś diaboliczna pycha, przewrotna i perwersyjna buta i zarozumiałość. Jest w tym i przekonanie, że skoro w świecie jest tyle zła, to znaczy że Bóg źle stworzył świat i my ludzie musimy to „dzieło Boga” poprawić, aby przystawało do naszych oczekiwań. Zapominamy tylko o jednym, fundamentalnym fakcie, że obecność zła w świecie to efekt naszej pychy i egoizmu. Zapominamy o tym, że to właśnie my ten świat dokładnie sknociliśmy naszą pychą i egoizmem.
Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik? Jak niewolnik, co wzdycha do cienia, jak robotnik, co czeka zapłaty. Zyskałem miesiące męczarni, przeznaczono mi noce udręki. Położę się, mówiąc do siebie: Kiedyż zaświta i wstanę? Lecz noc wiecznością się staje i boleść mną targa do zmroku. Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei. Wspomnij, że dni me jak powiew. Ponownie oko me szczęścia nie zazna.
1Kor 9,16-19.22-23
Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę, lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza. Jakąż przeto mam zapłatę? Otóż tę właśnie, że głosząc Ewangelię bez żadnej zapłaty, nie korzystam z praw, jakie mi daje Ewangelia. Tak więc nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich, aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam. Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych. Wszystko zaś czynię dla Ewangelii, by mieć w niej swój udział.
Mk 1,29-39
Jezus zaraz po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła. A ona im usługiwała. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają. Lecz On rzekł do nich: Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.
Panie, wszyscy Cię szukają
Cierpiący Hiob i tłumy znoszące swoich chorych do Chrystusa, to coś co bardzo łatwo wyobrazić sobie w dzisiejszych czasach. Ludzkość dokonała ogromnego postępu, sięgnęliśmy gwiazd, ale choroby, cierpienia i śmierci nie udało się zlikwidować. Wydaje się nawet, że jest jej jakby więcej, tylko wstydliwie ukrywanej przed oczami tłumów. O chorobie i cierpieniu się nie mówi, bo to wstyd dla człowieka Xxi wieku.
A Chrystus Uzdrowiciel, Który jednym prostym gestem leczący najpoważniejsze choroby duszy i ciała ... jakże bardzo byłby nam dzisiaj potrzebny, przy naszej chorej Służbie Zdrowia ... a może i ją także by uzdrowił?
Tak, Chrystus na pewno jest poszukiwany także i dzisiaj. I to nie tylko jako Cudowny Lekarz ludzkich chorób fizycznych, psychicznych i duchowych. On jest także poszukiwany, jako Przyjaciel, jako Droga, jako Sens, jako Szczęście, jako Prawda, a w końcu jako samo Życie. Ale skoro jest tak bardzo poszukiwany, to dlaczego tak niewielu Go znajduje ... ?
Chyba dlatego, że Jego wyznawcy nie umieją Go innym pokazać. A ja? Jakim jestem chrześcijaninem, jakim uczniem Chrystusa? Skoro tak bardzo Go wszyscy szukają, to dlaczego nie umiem Go innym pokazać? Mogę to przecież zrobić nie przez napuszone i wielkie słowa, ale przez proste i czytelne gesty, przez dobre życie, przez dobro świadczone na co dzień wobec innych, przez życzliwość, serdeczność, uprzejmość, miłosierdzie, przez wyrozumiałość, usłużność, altruizm ...
A dlaczego tak nie jest? Dlaczego nie ukazuję? Czyżby dlatego, że to tak trudno? A przecież od innych tego samego oczekuję, na to samo liczę, to samo chciałbym uzyskać. Bo dookoła mnie tacy sami chrześcijanie i uczniowie Chrystusa ... A może dlatego, że chrześcijaninem, katolikiem, uczniem Chrystusa jestem tylko w niedzielę, od święta i we Wigilię, lub przy okazji jakiejś akcji charytatywnej?
"Panie, gdzie się ukryłeś? Wszyscy Cię szukają?" Ja sam Cię ukryłem w mojej malutkiej, niedzielnej, prywatnej religijności od święta ...
Gdy król Dawid zamieszkał w swoim domu, a Pan poskromił wokoło wszystkich jego wrogów, rzekł król do proroka Natana: «Spójrz, ja mieszkam w pałacu cedrowym, a Arka Boża mieszka w namiocie». Natan powiedział do króla: «Uczyń wszystko, co zamierzasz w sercu, gdyż Pan jest z tobą». Lecz tej samej nocy skierował Pan do Natana następujące słowa: «Idź i powiedz mojemu słudze, Dawidowi: To mówi Pan: "Czy ty zbudujesz mi dom na mieszkanie? Zabrałem cię z pastwiska spośród owiec, abyś był władcą nad ludem moim, nad Izraelem. I byłem z tobą wszędzie, dokąd się udałeś, wytraciłem przed tobą wszystkich twoich nieprzyjaciół. Dam ci sławę największych ludzi na ziemi. Wyznaczę miejsce mojemu ludowi, Izraelowi, i osadzę go tam, i będzie mieszkał na swoim miejscu, a nie poruszy się więcej, a ludzie nikczemni nie będą go już uciskać jak dawniej. Od czasu kiedy ustanowiłem sędziów nad ludem moim izraelskim, obdarzyłem cię pokojem ze wszystkimi wrogami. Tobie też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom. Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. Ja będę mu Ojcem, a on będzie Mi synem. Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki"».
Rz 16,25-27
Temu, który ma moc utwierdzić was zgodnie z Ewangelią i moim głoszeniem Jezusa Chrystusa, zgodnie z objawioną tajemnicą, dla dawnych wieków ukrytą, teraz jednak ujawnioną, a przez pisma prorockie na rozkaz odwiecznego Boga wszystkim narodom obwieszczoną, dla skłonienia ich do posłuszeństwa wierze, Bogu, który jedynie jest mądry, przez Jezusa Chrystusa, niech będzie chwała na wieki wieków. Amen.
Łk 1,26-38
W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, . Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.
Tak blisko i tak daleko ...
Tak blisko Bóg przychodzi do człowieka i zarazem tak daleko człowiek oddala się od Boga. Bóg nie zawahał się aby stać się jednym z nas, aby narodzić się jak człowiek z ludzkiej matki i zamieszkać między ludźmi. A jednocześnie człowiek tak bardzo sobie to lekceważy, tak niefrasobliwie oddala się od Boga i tak daleko od Niego ucieka. Bóg zawsze szukał i nadal szuka drogi do człowieka. Posyłał przed wiekami sługi swoje - proroków i nadal posyła. Posłał do Dziewicy Niepokalanej Anioła, aby ten zapowiedział Jej bliskie już narodzenie Syna Bożego. Bóg przez Nią stał się i nadal staje się bliski człowiekowi. A człowiek ... coraz bardziej od Boga się oddala.
Czy nie jest tak, że pod płaszczykiem wolności, niezależności, humanizmu, kultury czy -ostatnio nawet -nauki człowiek odwraca się plecami do Boga? Czy nie jest tak, że szukając -rzekomo- siebie, traci i siebie, i Boga, traci wolność, i niezależność i rozum? Czy nie jest tak, że w swej perwersyjnej przewrotności tak zablokuje sobie wszystkie drogi, że nawet Bóg -dla którego nie ma nic niemożliwego- nie potrafi do człowieka dotrzeć? Posyła nam nadal proroków i przez Maryję nadal chce się do nas zbliżyć i zamieszkać wśród nas ...
Ale my nie chcemy ani prorokom wierzyć, ani Maryi zaufać. Czasami człowiek wszystko potrafi wykpić, zlekceważyć, ośmieszyć byle tylko swoim zachciankom nie popuścić i na swoim postawić, byle tylko nie musieć nic zmieniać w swoim życiu, byle tylko nikt nie kazał mu odchodzić od grzechu, do którego jest tak przywiązany
Bóg jest z nami i stale szuka drogi do człowieka, ale czy człowiek zdaje sobie sprawę, że to jego własna zatwardziałość w złu może nawet Bogu Wszechmocnemu, który wszystko może (ale nie wbrew woli człowieka) zagrodzić drogę.
Czy ja aby już nie zagrodziłem Bogu drogi do mojego życia, bogactwem, dobrobytem, gnuśnością, nałogami ???
Homilia alternatywna ....
Bóg staje się tak bliski człowiekowi, że we Wcielonym Słowie, Jezusie Chrystusie sam staje się Człowiekiem. Ale przecież jest On także obecny w każdym z naszych braci, w każdym a szczególnie w biednym człowieku. Tak łatwo wzruszam się ubogim narodzeniem Jezusa w betlejemskiej stajni, a tak -jednocześnie- nieczuły jestem na biedę Boga obecnego w moim bliźnim. Czy w czasie nadchodzących świąt nie należałoby się zastanowić: „Ja dla zorganizowania wystawnych świąt zaciągnąłem kredyt, w moich szafach zbędne i na nic nikomu niepotrzebne prezenty zalegają półki i szuflady, a obok mnie żyją ludzie ubodzy, bezdomni, głodne dzieci, zapomniani chorzy ... co dla nich zrobiłem?” Czy Chrystus, kiedy przyjdzie nie przypomni mi z wyrzutem: „czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych tegoście i mnie nie uczynili”. Może dla wielu z nas Bóg jest jeszcze zbyt odległy, daleki i niepoznawalny, może jeszcze nie zrozumieliśmy na co naprawdę czekamy i po co On przychodzi do człowieka? No i czy ja także umiem zbliżyć się do drugiego człowieka?
Bóg sam przyszedł do człowieka, przez Maryję. Sam wybrał ten właśnie, niesamowity sposób zamieszkania wśród ludzi, ale czy On na pewno mieszka we mnie? Bóg w swojej delikatności posyła anioła i przez niego prosi człowieka: „zechciej mnie przyjąć, chcę u ciebie zamieszkać”. A człowiek w swoim zadufaniu co Bogu odpowie? Maryja odpowiedziała: „Niech mi się stanie według twego słowa.” A ja, co Mu odpowiem?
Duch Pański nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski u Pana. «Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty. Zaiste, jak ziemia wydaje swe plony, jak ogród rozplenia swe zasiewy, tak Pan Bóg sprawi, że się rozpleni sprawiedliwość i chwalba wobec wszystkich narodów».
1Tes 5,16-24
Bracia: Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie. W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie. Wszystko badajcie, a co szlachetne zachowujcie. Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła. Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona.
J 1,6-8.19-28
Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie!» Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?» Odpowiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz». A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?» Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała». Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu...
Głos wołającego na pustkowiu ...
Imponuje nam pokora i uniżenie się Jana Chrzciciela. On sam mówi o sobie że jest jedynie głosem wołającym na pustkowiu, wskazując jednocześnie na Tego, który idzie za nim. A był rzeczywiście głosem potężnym skoro sam król Herod się go obawiał. I ten potężny głos Jana Chrzciciela brzmi do dzisiaj, wołając: "Przygotujcie drogę Panu ..." Tylko, że nasze drogi pewno już za bardzo pokręcone i za bardzo wykoślawione nasze ścieżki. Tylko, że nasze życie już pewno tak dalekie i odległe od Pana, że nawet Jego przyjście niewiele nas obchodzi. My nie przygotowujemy się już na przyjście Pana. My przygotowujemy się tylko do świąt ... Cóż z naszego Chrztu, cóż z nawoływań współczesnych proroków, skoro Bóg coraz dalej w moim życiu i sprawy Jego coraz bardziej obce? Cóż z tego, ze szopka i choinka, skoro to już tylko puste, aczkolwiek piękne i wzruszające symbole? Cóż z tego nawet, że wigilijna wieczerza i sianko, i puste nakrycie ... skoro dzisiaj w pracy (w szkole, na ulicy, w pociągu, w tramwaju, w autobusie ... ) byłem ślepy i nikogo nie widziałem? Cóż z tego nawet, że pójdę na pasterkę i będę śpiewał kolędy, i wzruszał się pięknem świąt, skoro ścieżek moich nie chcę wyprostować i nadal chodzę krętymi drogami? ... To wszystko tylko piękne i puste symbole bez znaczenia w moim życiu, to wszystko tylko szopka i teatr! A moje życie innymi się rządzi prawami, prawami rynku i biznesu, prawami dżungli i silniejszego, prawami kaduka i pięści. Iluż spośród nas tak naprawdę chciałoby coś zmienić, wyprostować, naprawić, przygotować na przyjście Pana? Tak łatwo się wzruszać symbolami i artystycznie poddawać nastrojom chwili. A życie idzie swoją drogą i lepiej, aby mi się w to moje życie Pan Jezus i Jan Chrzciciel za bardzo nie mieszali.
I bolą takie słowa i drażnią, jak bolały i drażniły słowa Jana. I denerwują, niepokoją i kaleczą, bo myśmy się przyzwyczaili, do ludzi i słów w miękkie szaty odzianych. A tenże Jan nie nauczył się jeszcze dyplomacji i powtarza prawie brutalnie: „Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem?” (Łk 3,7) I pytamy, jak faryzeusza (zbulwersowani Jego słowami): „A kimże ty jesteś?” A może warto posłuchać tych niewygodnych słów?
Czy przygotowałem coś więcej, poza swoim mieszkaniem i lodówką?
::
08.12. Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny
Rdz 3,9-15
Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: Gdzie jesteś? On odpowiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się. Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: Dlaczego to uczyniłaś? Niewiasta odpowiedziała: Wąż mnie zwiódł i zjadłam. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.
Ef 1,3-6. 11-12
Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich - w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu - my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie.
Łk 1,26-38
W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, . Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.
Niepokalanie Poczęta
Dzisiejsze święto jest upamiętnieniem dogmatu ogłoszonego przez papieża Piusa IX w dniu 8 grudnia 1854 roku. Papież w konstytucji apostolskiej Ineffabilis Deus ex cathedra (czyli nieomylnie) oznajmia: „ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia, na podstawie szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego — została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną, i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć”.
Zgodnie z tym orzeczeniem Najświętsza Maryja Panna została poczęta w ciele swej matki w sposób cudowny, w łasce uświęcającej i od chwili swojego poczęcia została zachowana od wszelkiej zmazy i konsekwencji grzechu pierworodnego. Dokonało się to dzięki uprzedzającej łasce Wszechmogącego Boga, który dla Niej wybrał taki właśnie, niepokalany sposób poczęcia. Bóg mógł tego dokonać i dokonał, i nie ma w tym żadnej logicznej sprzeczności.
Samo pojęcie „niepokalane poczęcie”, jako i kult Maryi Niepokalanej nie zostało wprowadzone przez papieża. Choć Pismo Święte nie mówi o Niepokalanym Poczęciu Maryi, to przekonanie o tym, że Matka Jezusa została poczęta bez grzechu pierworodnego, istniało na długo przed ogłoszeniem dogmatu. Za uzasadnienie biblijne tego dogmatu służą słowa archanioła Gabriela "pełna łaski", skierowane do Maryi podczas zwiastowania. Według teologów katolickich pokazują one, że w jej duszy nie ma miejsca na grzech, skoro jest wypełniona łaską Boga. W Kościele rzymskokatolickim niepokalane poczęcie Najświętszej Maryi Panny było czczone już w XV w. Ten popularny wśród wiernych kult skłonił papieża Piusa IX do rozesłania w 1849 roku listów do wszystkich biskupów, by rozpoznać jak szeroka i głęboka jest pobożność i wiara w Niepokalane Poczęcie oraz by zapytać, czy księża oraz lud pragną ogłoszenia dogmatu. Stosunkiem 546 do 56 głosów biskupi poparli dogmat.
Jakie są konsekwencje teologiczne dogmatu o Niepokalanym Poczęciu? Otóż jest to centralny dogmat maryjny wypływający z dogmatu o Bożym Macierzyństwie. Skoro bowiem Maryja, jako Matka Jezusa Chrystusa, Matka Syna Bożego została zachowana od grzechu i od chwili poczęcia cieszy się pełnią Łaski Uświęcającej, to i jej życie (w pełni łaski) jest życiem w pełni pogrążanym, zanurzonym w Bogu, oddanym Bogu całkowicie. Nie ma w Jej życiu miejsca na grzech słabość, egoizm, niewierność, czy negację Bożej woli. Jej więc odpowiedź „Fiat mihi secundum Verbum Tuum” jest przykładem tej całkowitej i doskonałej współpracy z Bogiem. Cieszy się Ona ustawiczną obecnością Boga w swoim życiu, Jego oglądaniem już tu na ziemi, co jest oczywiste, bo przecież jest Matką Syna Bożego i Boga ogląda codziennie bez ograniczeń. Nie ma w Niej wątpliwości, nie ma cienia niedowierzania, czy zniechęcenia. Ale też to zachowanie od grzechu i od konsekwencji grzechu pierworodnego ma głębiej idące znaczenie.
Jakie są bowiem -dla innych ludzi- konsekwencje grzechu pierworodnego? W dalszej części dzisiajszego pierwszego czytana z Księgi Rodzaju mamy:
Do niewiasty Bóg powiedział: «Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą».
Maryja jest od tego wolna
Ona, jako dziewicza Matka, nie wzdycha i nie kieruje swych pragnień ku mężowi, on nad Nią nie panuje. Ona nie rodzi w bólach. Jej macierzyństwo nie jest macierzyństwem porównywalnym z kobietami, które rodzą ze wszystkimi konsekwencjami grzechu pierworodnego. Jej Macierzyństwo jest zachowane od konsekwencji grzechu pierworodnego, Jej Macierzyństwo jest święte, tak jak i całe Jej życie.
Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: „Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść – przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!” (Rdz 3,16-19)
Maryja jest od tego wolna
Ona nie musi cierpieć fizycznie, w trudzie zdobywać pożywienia, chorować, umierać ... naturalną konsekwencją dogmatu o Niepokalanym Poczęciu jest dogmat o Wniebowzięciu ogłoszony przez papieża Piusa XII w 1950 roku. Nie jest wolna od niedogodności życia codziennego, ale nie są one -jak dla innych- karą, ciężarem, czy uciążliwością. Nie cierpi fizycznie, chociaż cierpi psychicznie i duchowo wraz ze swoim Synem w czasie Jego konania na krzyżu, ale to cierpienie nie jest karą za grzech, ani konsekwencja grzechu pierworodnego, jest cieprieniem (tak jak i w przypadku Jezusa) odkupieńczym. Dlatego pojawia się nowy Jej tytuł: „coredemptrix” i proponowany w związku z tym nowy, piąty dogmat maryjny o „Maryi Współodkupicielce”.
Do Maryi odnoszą się w sposób najdoskonalszy także słowa drugiego dzisiejszego czytania:
„ ... w Chrystusie bowiem Bóg wybrał Maryję przez założeniem świata, aby była święta i nieskalana przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył Ją dla siebie, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył Ją w Umiłowanym. W Nim Maryja dostąpiła udziału, z góry przeznaczana zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, aby istniała ku chwale Jego majestatu” (por. Ef 1,3 nn). I Maryja istnieje ku chwale Majestatu Bożego.
Czyż Bóg w swej Wszechmocy nie mógł tego uczynić dla Matki swojego Syna? Czyż nie mógł Jej obdarzyć tymi łaskami, które przygotowuje dla nas w życiu przyszłym, po zmartwychwstaniu?
A swoją drogą kiedy się tak dogłębnie przemyśli nauczanie i dogmaty Kościoła, to układają się one w niezwykle zborną i logiczną całość. I nie ma w tym nic dziwnego, bo wiara nie jest anty racjonalna, czy alogiczna, bo za nią stoi Najwyższy Rozum, objawiający się w sposób całkowicie rozumny, chociaż czasmi trudny do pojęcia dla naszego małego, zdeprawowanego rozumu.
***************************************
Czy czcimy boginię?
Dlaczego Kościół Katolicki nie pozwala na święcenia kapłańskie kobiet, a jednocześnie czci Maryję? Czy kult Maryjny w Polsce nie przybiera form idolatrii? Czy przypadkiem nie kładziemy zbyt przesadzonego akcentu na rolę Maryi w dziele Zbawienia? Jaki jest w końcu stosunek Kościoła katolickiego do roli i miejsca kobiety w Kościele i w społeczeństwie? Takie i tym podobne pytania można mnożyć. Wszystkie święta maryjne jakie mamy w kalendarzu liturgicznym (a jest ich sporo) podkreślają na pewno jedno: Bóg chcąc zbawić człowieka wybrał najbardziej ludzką drogę do człowieka, drogę przez człowieka, przez Maryję. Bóg narodził się między ludźmi w najbardziej ludzki sposób, obierając sobie za Matkę właśnie kobietę, Maryję. Ale jednocześnie droga człowieka do Boga prowadzi przez Maryję lub raczej może być uskuteczniona właśnie z Nią, z Maryją, wybraną spośród ludzi. Idziemy do Boga mając u boku Matkę, która nas do Chrystusa niezawodnie prowadzi. Ten wybór ma wiele konsekwencji i może być zrozumiany jedynie w Boskiej perspektywie. Zapowiedziany już "u początków" w Księdze Rodzaju, głoszony przez proroków i wspominany przez św. Łukasza w dzisiejszej Ewangelii, jest realizacją Bożych planów i Bożej drogi do człowieka. Jest jednocześnie najlepszym drogowskazem na drodze człowieka do Boga. Słowa Maryi "Fiat mihi secundum verbum tuum" pozostaną na pewno dla wszystkich pokoleń niedoścignionym wzorcem, a jednocześnie zachętą do naśladowania Tej, Która w pokorze i uległości wobec woli Bożej stała się Matką wszystkich dzieci Bożych.
Nie, na pewno nie czcimy bogini! Na pewno nie uprawiamy idolatrii! Czcimy i szanujemy Matkę, Która pokazuje nam najlepszą drogę do Chrystusa, Która w swej pokorze i bezgrzeszności, wierze i zaufaniu sama jest najwspanialszym Dzieckiem Bożym. Nie czcimy bogini, nie uprawiamy idolatrii. Jedna spośród nas, przez Boga wybrana nadal pośród nas pozostaje, nie jako kapłanka, nie jako bogini, ale właśnie jako Matka. Może to jest najpiękniejsze powołanie kobiety i jej najwspanialsza samorealizacja?
A dlaczego Kościół nie święci kobiet? Na to pytanie mogę odpowiedzieć również pytaniem: A dlaczego Jezus nie uczynił swojej Matki kapłanką, ale wybrał dwunastu mężczyzn? Na pewno nie dlatego, że nie chciał się narażać współczesnym. W tylu innych sprawach się naraził ... Może chciał nam pokazać, że powołanie kobiety inaczej się realizuje i inne ma wymiary? Tylko, że my tego nie rozumiemy, bo przecież zawsze i we wszystkim chcemy poprawiać samego Pana Boga. A co nam z tego wychodzi ...?
***************************************
Piękno Nowego Stworzenia …
Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny ukazuje nam nie tylko niezwykły (dla nas grzeszników) fakt zachowania Maryi od zmazy wszelkiego grzechu. Ukazuje nam ono również to, ze Bóg właśnie takimi -bez grzechu- nas stworzył. Taki był zamiar i Boga, że „wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,4). Stan Łaski Uświęcającej, jaki Bóg w cudowny sposób zachował w Maryi był stanem pierwszych rodziców po stworzeniu. Jest on zarazem naturalnym stanem do jakiego zostaliśmy stworzeni i powołani „Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski” (Ef 1,5-6). Wszystko co Bóg stworzył było „bardzo dobre” (Rodz. 1,31). Ale jest to zarazem i nasze ostateczne przeznaczanie, nasza ostateczna przyszłość, jak mówi św. Paweł w cytowanym liście do Efezjan: „z góry (jesteśmy) przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu” (Ef 1,12).
W Maryi objawia się w całej doskonałości piękno Bożego stworzenia, które ma istnieć „ku chwale Jego majestatu”. W Niej Bóg ukazuje nam zarazem nasze pochodzenie, ale i nasze przeznaczenie. Słusznie więc Maryja nazywana jest „nową Ewą”. Od Niej bowiem rozpoczyna się nowa era w dziejach ludzkości, Ona (zachowana od zmazy grzechu) ma porodzić Nowego Adama, Jezusa Chrystusa, Boga-Człowieka, Który ma „odnowić oblicze ziemi” (Ps 104,30) i wszystkich „do Boga przyprowadzić” (1 P 3,18).
Dlatego też dzisiejsza Liturgia Słowa zawiera czytanie z Księgi Rodzaju, a którym odnajdujemy pierwszą zapowiedź nowego stworzenia, pokonania grzechu i Szatana, który zwiódł pierwszych rodziców i doprowadził ludzkość do upadku. Jak bowiem Ewa przez swoje nieposłuszeństwo -zwiedziona podstępem Szatana- otworzyła dla ludzkości bramy grzechu i śmierci, tak Maryja-Nowa Ewa przez swoje posłuszeństwo i pokorę otwiera dla ludzkości nową erę przyjmując propozycję Boga i otwierając się na Jego działanie. Przez Nią ma na świat przyjść sam Bóg, aby dokonać Nowego Stworzenia. Zgodnie z zapowiedzią dokonaną w raju, Jej Potomstwo ma „zmiażdżyć głowę węża”, i otworzyć nam wszystkim bramy utraconego raju. Jest więc rzeczywiście Niepokalane Poczęcie Maryi początkiem nowego stworzenia i punktem zwrotnym w historii ludzkości.
Aby jednak w tym „nowym stworzeniu” uczestniczyć trzeba nam od Maryi uczyć się posłuszeństwa i pokory, zaufania i wiary, rozpoznawania i szukania jedynie woli Bożej w codzienności. Chrystus, Który taką właśnie wybrał drogę, że przez Niepokalaną wszedł w historię ludzkości chce nas wszystkich do Ojca doprowadzić „abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,4).
***************************************
8 grudnia – Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny
Jak co roku w dniu 8 grudnia oddajemy cześć tej, Która przez samego Boga wybrana została na Niepokalaną Matkę Jego Jednorodzonego Syna Jezusa Chrystusa. Z faktu Macierzyństwa Maryi wypływają Jej inne tytuły i zaszczyty. Wydaje się logicznie niesprzeczne (niezaprzeczające w niczym ludzkiemu rozumowi) i teologicznie uzasadnione, aby ta Która miała zostać Matką Syna Bożego była zachowana od wszelkiej zmazy grzechowej i jako Przeczysta i Niepokalana mogła porodzić Zbawiciela świata. Nie jest to ani Jej zasługa, ani przyrodzona właściwość, ale przywilej i szczególna łaska Boża. I to właśnie stwierdził w konstytucji apostolskiej Ineffabilis Deus ex cathedra (czyli nieomylnie) Papież Pius IX w dniu 8 grudnia 1854 roku: „ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia, na podstawie szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego — została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną, i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć”.
Ciekawym są dwa fakty; pierwszy, że Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny czczone było w kościele już od XV wieku, i drugi to fakt, że Papież Pius IX już w 1849 roku rozesłał list do wszystkich biskupów, by rozpoznać jak szeroka i głęboka jest pobożność i wiara w Niepokalane Poczęcie oraz by zapytać, czy księża oraz lud pragną ogłoszenia dogmatu. Stosunkiem 546 do 56 głosów biskupi poparli dogmat. Te dwa fakty pokazują, że niepokalane poczęcie Najświętszej Dziewicy było prawdą wiary obecną już w liturgii Kościoła i w tzw. sensus fidei – wyczuciu wiernych, którzy oddawali Jej cześć jako Przeczystej Dziewicy wolnej od wszelkiego -nawet cienia- grzechu. Papież Pius IX nie ogłosił więc niczego nowego, niczego co nie byłoby znane i uznane w wiekach poprzednich. On tylko ogłosił to jako dogmat wiary, jako prawdę teologicznie pewną i nieomylną.
Jakie są konsekwencje teologiczne, moralne i duszpasterskie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu?
Maryja, jest zapowiedzią nowego stworzenia, jest pierwszą spośród rodzaju ludzkiego, Która spina wielką klamrą stworzenie człowieka u początku czasów i nowe stworzenie, jakie dokonuje się przez odkupieńczą mękę i śmierć Jezusa Chrystusa. Na początku Bóg stworzył człowieka bez grzechu w stanie Łaski Uświęcającej, w stanie doskonałej przyjaźni i harmonii życia z Nim samym i całą naturą. Przez grzech pierworodny człowiek zniszczył w sobie Łaskę Uświęcającą i zerwał przyjaźń z Bogiem. Zniszczył też harmonię całego stworzenia i natury. W Liście do Rzymian św. Paweł pisze: „Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności - nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał - w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia.” (Rz 8:19-22) Maryja jest właśnie tą, Która jako pierwsza uczestniczy w wolności (od grzechu) i chwale dzieci Bożych. Jest jednocześnie zapowiedzią tego co dokona się przy końcu czasów, a więc odrodzenia pierwotnej doskonałości, nowego stworzenia do wolności i uczestnictwa w chwale Bożej.
Nie była to Jej zasługa, ale Pan Bóg doskonale wiedział, że Jej „fiat”, przystanie na wolę Bożą, uległość Bogu we wszystkim będzie wyrazem Jej wolnej woli i przeciwieństwem nieposłuszeństwa pierwszych rodziców. A dla nas jest to wzór doskonałej współpracy z łaską Bożą. Ona pokazuje nam piękno nowego stworzenia, czyli naszą przyszłość, nasze ostateczne spełnienie, ale i drogę jaka do tego nowego stworzenia prowadzi.
W Maryi nie czcimy bogini. Jest ona człowiekiem, ale też jest pełnym człowiekiem, takim jakim Bóg go stworzył „na początku”, bez grzechu, niepokalanym i w całkowitej wolności wybierającym to, co dla niego najlepsze czyli Wolę Bożą.
Opodatkować Kościół – to jedno z najczęściej pojawiających się haseł w polskiej polityce i mediach w ostatnich miesiącach. Różnego rodzaju antyklerykałowie od Janusza Palikota po Joannę Senyszyn przekonują, że dzięki temu finanse państwa mogłyby zostać uzdrowione. Kościół i księża stają się dyżurnym chłopcem do bicia.
W związku z tym, że większość pojawiających się w mediach informacji ma niewiele wspólnego z prawdą i stanowi zbiór powtarzanych mitów, postanowiliśmy przybliżyć czytelnikom, w jaki sposób Kościół i księża płacą podatki oraz jak naprawdę finansowane są emerytury księży i sióstr zakonnych.
Księża i siostry zakonne, wbrew temu co się mówi, płacą podatki. Rocznie z ich tytułu wpływa do budżetu państwa ponad 100 milionów złotych. Znaczna część z nich płaci też pełną składkę emerytalną.
- Nie ma przyszłości taka Unia Europejska, w której dla rządzących polityków oraz dla dominujących mediów, mordercy ważniejsi są od nienarodzonych dzieci, a aktywiści gejowscy ważniejsi są od milionów ludzi bezrobotnych - stwierdza duchowny. - Nie ma przyszłości taka Unia Europejska, w której szkoły oparte są na programach „wychowawczych”, w których nawet nie wymienia się dwóch najbardziej podstawowych dla wychowania i dla więzi międzyludzkich wartości, jakimi są prawda i miłość. Nie ma przyszłości taka Unia Europejska, w której rządzący politycy są chrystofobami i walczą z krzyżem. Ten ich lęk nie jest przypadkowy, gdyż krzyż przypomina możnym tego świata o tym, że są podobni do rządzących sprzed dwóch tysięcy lat, którzy dwa razy wydali na Jezusa wyrok śmierci. Pierwszy raz wtedy, gdy był niemowlęciem narodzonym w Betlejem, a drugi raz wtedy, gdy demaskował rządzących jako plemię żmijowe i ślepych przewodników, którzy sami do nieba nie wejdą, a innym przeszkadzają, bo nakładają na ludzi ciężary nie do udźwignięcia, których sami palcem tknąć nie chcą -
Pocieszcie, pocieszcie mój lud! - mówi wasz Bóg. Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył, że nieprawość jego odpokutowana, bo odebrało z ręki Pana karę w dwójnasób za wszystkie swe grzechy, Głos się rozlega: Drogę dla Pana przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną gładką. Wtedy się chwała Pańska objawi, razem ją wszelkie ciało zobaczy, bo usta Pańskie to powiedziały. Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny w Syjonie! Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem! Podnieś głos, nie bój się! Powiedz miastom judzkim: Oto wasz Bóg! Oto Pan Bóg przychodzi z mocą i ramię Jego dzierży władzę. Oto Jego nagroda z Nim idzie i przed Nim Jego zapłata. Podobnie jak pasterz pasie On swą trzodę, gromadzi ją swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie.
2P 3,8-14
Niech zaś dla was, umiłowani, nie będzie tajne to jedno, że jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy - bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka - ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia. Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną znalezione. Skoro to wszystko w ten sposób ulegnie zagładzie, to jakimi winniście być wy w świętym postępowaniu i pobożności, gdy oczekujecie i staracie się przyśpieszyć przyjście dnia Bożego, który sprawi, że niebo zapalone pójdzie na zagładę, a gwiazdy w ogniu się rozsypią. Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość. Dlatego, umiłowani, oczekując tego, starajcie się, aby On was zastał bez plamy i skazy - w pokoju.
Mk 1,1-8
Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki. Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym.
Przygotujmy drogę Panu ...
Każde czasy i każda społeczność ma swojego Jana Chrzciciela - o którym sam Jezus powiedział, że jest największym z proroków. Takie postacie to zazwyczaj ludzie, których nie lubimy, bo pokazują nam jacy naprawdę jesteśmy, bo demaskują nasze słabości i obnażają nasze prawdziwe -nie zawsze najpiękniejsze- twarze. Tacy ludzie, jak Jan Chrzciciel, mają odwagę nazywać grzech - grzechem, świństwo - świństwem, kant - kantem. To są ludzie, którzy z Bożego posłania są prorokami przygotowującymi drogę Panu. Niewątpliwie największym prorokiem naszych czasów jest Papież Jan Paweł II, tylko kto Go chce słuchać? I nie warto nawet wspominać innych krajów i narodów, skoro nasz własny przyjmuje Go z pompą w czasie kolejnych pielgrzymek i ... w większości lekceważy sobie Jego słowa. Dziki kapitalizm, prywata, złodziejstwo, pijaństwo, zobojętnienie na krzywdę i biedę innych, rozwiązłość moralna, zabijanie nienarodzonych, lenistwo, arogancja, bylejakość, nieuczciwość, egoizm, znieczulica, albo zwykłe chamstwo ... i można by tak jeszcze długo wyliczać. My nawet przychodzimy -z patosem- do proroka naszych czasów i tłumnie uczestniczymy w jego pielgrzymkach, ale go nie słuchamy, a nawet słuchając nie słyszymy, tego co naprawdę do nas mówi, albo -po faryzejsku i z hipokryzją- odnosimy to do innych. A przecież nawet mały rachunek własnego sumienia pokaże nam nasze prawdziwe i "nie umalowane" oblicze. Adwent to czas przygotowania na przyjście Pana, ale też czas porządków ... we własnym sumieniu i na własnym podwórku.
Jan nie przebierał w słowach i nie był uładzonym dyplomatą, a nam tak to bardzo nie na rękę i tak „pod włos” te janowe słowa i janowe napominanie.
Każde czasy i każda społeczność ma swego Jana Chrzciciela - tylko czy my ich słuchamy?
Tyś, Panie, naszym Ojcem, "Odkupiciel nasz" to Twoje imię odwieczne. Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Tobą? Odmień się przez wzgląd na Twoje sługi i na pokolenia Twojego dziedzictwa. Czemu bezbożni wtargnęli w Twoje święte miejsce, wrogowie nasi podeptali Twoją świątynię? Staliśmy się od dawna jakby ci, nad którymi Ty nie panujesz i którzy nie noszą Twego imienia. Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił - przed Tobą skłębiły się góry. Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle dla tego, co w nim pokłada ufność. Wychodzisz naprzeciw tych, co radośnie pełnią sprawiedliwość i pamiętają o Twych drogach. Oto Tyś zawrzał gniewem, bośmy grzeszyli przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani. My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie. Bo skryłeś Twoje oblicze przed nami i oddałeś nas w moc naszej winy. A jednak, Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. Dziełem rąk Twoich jesteśmy my wszyscy.
1Kor 1,3-9
Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa! Bogu mojemu dziękuję wciąż za was, za łaskę daną wam w Chrystusie Jezusie. W Nim to bowiem zostaliście wzbogaceni we wszystko: we wszelkie słowo i wszelkie poznanie, bo świadectwo Chrystusowe utrwaliło się w was, tak iż nie brakuje wam żadnego daru łaski, gdy oczekujecie objawienia się Pana naszego Jezusa Chrystusa. On też będzie umacniał was aż do końca, abyście byli bez zarzutu w dzień Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wierny jest Bóg, który powołał nas do wspólnoty z Synem swoim Jezusem Chrystusem, Panem naszym.
Mk 13,33-37
Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!
Czuwajcie, aby Pan nie zastał was śpiących ...
Kolejny Adwent w moim życiu, kolejna dana mi szansa na to, abym w końcu dostrzegł co naprawdę się liczy, co naprawdę jest najważniejsze? Bóg po raz kolejny wychodzi naprzeciw człowiekowi i szuka go z troską. Znowu pozwala się ujrzeć i zbliżyć, a jedynie ode mnie samego zależy, czy Jego wysiłki będę uwieńczone sukcesem, czy po raz kolejny zmarnuję daną mi szansę? Adwent to nie tylko czas oczekiwania na Boże Narodzenie, ale to przede wszystkim czas przygotowania na przyjście Boga-Człowieka, na spotkanie go w moim życiu. A może warto by było obudzić się z letargu i uśpienia? A może warto by było zrobić rachunek sumienia i zobaczyć, jak to naprawdę jest z tym moim życie pełnym samozadowolenia i faryzejskiego uznawania się za lepszego od innych, a jednocześnie pełnym kantów, szwindli i nieuczciwości? A może trzeba by było poprosić: "Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił"? A może warto w końcu wyprostować swoje ścieżki życiowe i wyrównać drogi?
Sklepy pełne są już świątecznych i mikołajkowych prezentów, pomału rozpoczyna się szaleństwo przedświątecznych zakupów. I szkoda, żeby znowu te cztery tygodnie Adwentu utonęło w przedświątecznej szamotaninie i drugorzędnych przygotowaniach. Będą przecież -w niejednej parafii- adwentowe rekolekcje, będą Msze św. Roratnie, będą okazje do spowiedzi i do rzetelnego przygotowania się do prawdziwego Bożego Narodzenia, a ja ... czyżbym znowu miał to przespać lub -okazję do spotkania Boga- zaprzepaścić w szaleństwie mikołajkowych i gwiazdkowych zakupów? I czy moim dzieciom z całych świąt ma pozostać jedynie bardziej lub mniej tandetny prezencik pod choinką?
Panie, obym się przygotował na dzień Twego przyjścia nie tylko zewnętrznie.
Albowiem tak mówi Pan Bóg: Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o
nie pieczę. Jak pasterz dokonuje przeglądu swojej trzody, wtedy gdy znajdzie
się wśród rozproszonych owiec, tak Ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię
je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne. Ja
sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko - wyrocznia Pana
Boga. Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę,
chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie. Do was
zaś, owce moje, tak mówi Pan Bóg: Oto Ja osądzę poszczególne owce, barany i
kozły.
1Kor 15,20-26.28
Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co
pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też
[dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w
Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności.
Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego
przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy
pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż
położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie
pokonana śmierć. A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn
zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we
wszystkich.
Mt 25,31-46
Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy
zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie
narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od
kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie
się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie
w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny,
a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a
przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a
odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas
zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy
Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i
przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym
lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam
wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych,
Mnieście uczynili. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz
ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo
byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście
mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i
ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem,
albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy
odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z
tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną,
sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.
Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych braci moich ...
Byłem głodny, a nie daliście mi jeść,
Byłem spragniony, a nie daliście mi pić,
Byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie,
Byłem przybyszem, a nie przyodzialiście mnie,
Byłem chory, a nie odwiedziliście mnie,
Byłem w więzieniu, a nie przyszliście do mnie,
Byłem w potrzebie, a mijaliście mnie obojętnie,
Mieszkałem tuż obok was, pod tym samym dachem, a nie zauważyliście mnie,
Codziennie mijaliście mnie na ulicy z pogardą i lekceważeniem,
Codziennie wydawaliście pieniądze na głupstwa, a ja nie miałem nawet na
lekarstwa,
Wy jeździliście na zagraniczne wczasy i do Austrii na narty, a ja nie
miałem za co kupić dzieciom ubrania,
Wy jadaliście w wykwintnych restauracjach, a dzieci sąsiada głodowały,
Wy wydawaliście fortunę na kosmetyki, makijaże i fryzjera, a ja wybierałem
odpadki ze śmietników
Wy jeździliście luksusowymi samochodami, a ja nie miałem na bilet,
Wasze psy i koty jadały lepiej niż miliony dzieci na świecie,
W waszych domach panował zbytek, przepych i luksus, a tuż obok żyli ludzie
w biedzie i nędzy, a wy żeście tego nawet nie zauważyli,
Ja cierpiałem tuż obok, a wy nie chcieliście się wtrącać i udawaliście, że
nie widzicie,
Ja cierpiałem biedę i niedostatek, a wam nawet do głowy nie przyszło, że
moglibyście mi pomóc,
Idźcie przecz ode mnie w ogień wieczny !
Rozglądnij się dookoła siebie, jest jeszcze czas, aby GO zauważyć, bo „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z
tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili.”
Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata – rok C
Co roku, w ostatnią
niedzielę roku liturgicznego, zanim rozpoczniemy Adwent obchodzimy
Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. To średniowieczne święto używa na
określenie Chrystusa słowa król, dla podkreślenia Jego roli i znaczenia.
Dzisiaj w czasach prezydentów i premierów metafora ta jest trudniejsza do
zrozumienia.
W Kościele Bizantyjskim -szczególnie w ikonografii- Chrystus
przedstawiany jest raczej jako Pantokrator, władca i suweren. Chrystus jest
władcą i suwerenem, bo do Niego należy całe stworzenie i Jemu Bóg Ojciec oddał
władzę nad wszystkim, co istnieje.
W rzeczywistości królestwo, które Chrystus głosi to Królestwo Jego
Ojca w niebie. W modlitwie „Ojcze nasz” prosimy: „przyjdź królestwo Twoje”. Modlimy się wiec pouczeni przez Jezusa o
przyjście Jego Królestwa. Chrystusowi Bóg Ojciec dał władzę nad całym
stworzeniem i do Niego przyjdą wszystkie narody i oddadzą Mu pokłon (Mt 25,32).
Jest to jednak królestwo nie z tego świata (J 18,36), królestwo prawdy,
sprawiedliwości, miłości i pokoju. To jest właśnie królestwo, o którego
przyjście modlimy się w naszej codziennej modlitwie, królestwo Chrystusa
Zbawiciela, do którego zaprasza On wszystkich tych, którzy umieją przebaczać i
tych, którzy potrafią się przyznać do błędów i o przebaczenie proszą, jak jeden
ze złoczyńców w dzisiejszej Ewangelii.
Niestety niewielu rozumie nauczanie Chrystusa w tym względzie.
Nawet Apostołowie opacznie to zrozumieli, kiedy Matka Jakuba i Jana prosiła
Chrystusa o specjalne, uprzywilejowane miejsca. Tam wchodzą nie ci, którzy
szukają władzy, ale ufne dzieci, niezaradni biedacy, ubodzy duchem, łaknący
sprawiedliwości, żałujący grzesznicy i ci, których serce jest czyste. Jest to
bowiem Królestwo Chrystusa: „bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w
niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy
Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego
zostało stworzone.” - jak mówi św. Paweł w dzisiejszym liście do Kolosan.
Królestwo to jest bowiem Nowym Stworzeniem, nowym niebem i nową
ziemią. Jest odtworzeniem pierwotnej doskonałości i świętości stworzenia. A
dokonało się to przez ofiarę krzyżową Króla Wszechświata. Chrystus jest Królem
Wszechświata, bo dla zbawienia świata dał się ukrzyżować.
Do królestwa tego droga wiedzie przez Kalwarię i krzyż, a nie
przez salony, wybory i polityczne rozgrywki. Warto w tę uroczystość nad tym
pomyśleć. Warto zastanowić się czy i ja tam wejdę, czy może w złym kierunku
podążam i nie tego królestwa w swoim życiu szukam i pragnę?
Niewiastę dzielną któż znajdzie? Jej wartość przewyższa perły. Serce małżonka jej ufa, na zyskach mu nie zbywa; nie czyni mu źle, ale dobrze przez wszystkie dni jego życia. O len się stara i wełnę, pracuje starannie rękami. Wyciąga ręce po kądziel, jej palce chwytają wrzeciono. Otwiera dłoń ubogiemu, do nędzarza wyciąga swe ręce. Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno: chwalić należy niewiastę, co boi się Pana. Z owocu jej rąk jej dajcie, niech w bramie chwalą jej czyny.
1Tes 5,1-6
Nie potrzeba wam, bracia, pisać o czasach i chwilach. Sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy. Kiedy bowiem będą mówić: Pokój i bezpieczeństwo - tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą. Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi!
Mt 25,14-30
Podobnie też jest jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Każdemu kto ma będzie dodane ...
Czyż nie jest dzisiejsza Ewangelia pochwałą przebiegłości, sprytu, zaradności, umiejętności urządzenia się, peanem na cześć tych, którzy umieją pomnażać swoje dobra materialne? Czyż nie jest to zachęta do kombinowania, do robienia biznesu, do umiejętnego inwestowania? TAK ..., na pewno tak, tylko czy chodzi tu na pewno o dobra materialne i o umiejętność bogacenia się? Tak, szybko bylibyśmy skłonni pójść za Chrystusem gdyby tak zrozumieć dzisiejszą Ewangelię. Gdyba tak ją rozumieć, to na pochwałę zasługują wszyscy kanciarze, złodzieje, lichwiarze, wyzyskiwacze, wszyscy którzy tak szybko ostatnimi czasy (chociaż nie zawsze i nie do końca uczciwie) wzbogacili się w naszej Ojczyźnie. Tak, oni wszyscy doskonale zrozumieli jak z dwóch talentów uczynić cztery, a z pięciu dziesięć.
Tylko czy oni na pewno rozwinęli wszystkie swoje talenty i czy aby na pewno rozwinęli te najważniejsze, te właściwe? No i czy na pewno usłyszą słowa: "Dobrze sługo dobry, wejdź do radości ...". tego raczej nie jestem pewien, bo oni nagrodę swoją odebrali sobie już tutaj i Pan Bóg raczej nie ma im nic do zaoferowania, bo sami tak uznali i ten najważniejszy talent zakopali głęboko pod ziemią, a może nawet pod stertą pieniędzy ...
Każdemu, kto ma będzie dodane.
Jeśli zbierałeś tylko pieniądze, to tylko zimne złoto zostanie ci dodane na całą wieczność ...
Któż
zdoła utrwalić me słowa, potrafi je w księdze umieścić?
Żelaznym
rylcem, diamentem, na skale je wyryć na wieki?
Lecz
ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni.
Potem
me szczątki skórą odzieje, i ciałem swym Boga zobaczę.
To
właśnie ja Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny.
1Kor 15,20-24a.25-28
Tymczasem
jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ
bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się]
zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy
będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy,
potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi
koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność,
Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół
pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć. Wszystko bowiem
rzucił pod stopy Jego. Kiedy się mówi, że wszystko jest poddane, znaczy to, że
z wyjątkiem Tego, który mu wszystko poddał. A gdy już wszystko zostanie Mu
poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko,
aby Bóg był wszystkim we wszystkich.
Łk 23,44-46.50.52-53.
24,1-6a
Było
już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce
się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał
donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach
wyzionął ducha. Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek
Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z
krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt
jeszcze nie był pochowany. W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do
grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro
weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle
stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły
twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: Dlaczego szukacie żyjącego wśród
umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał.
A dusze wiernych zmarłych niech odpoczywają w pokoju ...
Modlimy się tradycyjnie nad grobami zmarłych powtarzając formułę:
"Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie,
A światłość wiekuista niechaj im świeci.
Niech odpoczywają w pokoju wiecznym. Amen."
Ale dlaczego wysyłamy naszych zmarłych do jakiejś bliżej niesprecyzowanej
krainy wiecznego spoczynku, do Hadesu lub Sheolu, do Tartaru czy też innego
miejsca, bliżej nieokreślonego, wiecznego bezruchu?
Czemu nie modlimy się raczej:
"Chwalebne zmartwychwstanie racz im dać Panie,
A światłość Twoja i radość wiecznego życia z Tobą niech będzie dla nich
nagrodą,
Niech królują z Tobą na wieki ..."
Oni nie umarli po to, aby przejść do jakiejś szarej i bezbarwnej krainy
cieni, czy wiecznego bezruchu. Oni nie odpoczywają w martwym pokoju. Oni, albo
żyją już w bezpośredniej bliskości i obecności Boga i o oczekując jedynie na powtórne połączenie z
ciałem dzielą radość życia wiecznego z Bogiem, jako święci (tych czciliśmy
wczoraj), albo są w stanie bolesnego (a nie spokojnego) oczyszczenia, ale i w
stanie nadziei na radość wieczną. Ale na pewno nie w stanie martwego bezruchu.
Za nich się modlimy, aby jak najszybciej osiągnęli stan wiecznego życia i
królowania z Tobą. Ale módlmy się też i za siebie, abyśmy i my też tam razem z
nimi byli ... może już niedługo? Amen.
2-ga Msza
Dn 12,1-3
W
owych czasach wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci
twojego narodu. Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody
powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia: ci
wszyscy, którzy zapisani są w księdze. Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi,
zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie.
Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu
sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze.
Rz 6,3-9
Czyż
nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w
Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest
zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my
wkroczyli w nowe życie - jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. Jeżeli
bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w
jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne
zmartwychwstanie. To wiedzcie, że dla zniszczenia grzesznego ciała dawny nasz
człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w
niewoli grzechu. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu. Otóż, jeżeli
umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy, wiedząc,
że Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma
już władzy.
J 11,32-45
A
gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i
rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus
ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w
duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli Mu: Panie,
chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował! Niektórzy z
nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić,
by on nie umarł? A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do
grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie
kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży
bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci,
że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł
oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że
mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to
powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. To powiedziawszy zawołał
donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i
ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich
Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów
przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
Wielu co posnęli zbudzi się ...
Według proroka Daniela "jedni powstaną do wiecznego życia, inni
ku hańbie i wiecznej odrazie".
A według św. Augustyna:
"Pan Bóg przygotowuje nam w życiu przyszłym trzy wielkie
niespodzianki:
pierwsza z nich, to takt, że spotkamy tam tych którzy według nas być tam
nie powinni np. w niebie),
druga to ta, że nie spotkamy tam tych, którzy według nas tam być powinni
(np. w piekle),
i trzecia, że sami się tam znaleźliśmy (np. w ......) !!!!!!!!
Nie dajmy się zaskoczyć tym trzem niespodziankom, a szczególnie tej
ostatniej ...
Zobacz ilu żyło przed tobą, uspokajając się i odsuwając pojednanie z Bogiem
„na później”. I nagle !!! Nie ma ich ... nie zdążyli się później pojednać z Bogiem!!!
3-cia Msza
Mdr 3,1-6.9
A
dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom
głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za
unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali
kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu
dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi
siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. Ci,
którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali:
łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.
2Kor 4,14-5,1
Jesteśmy
przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam
i stawi nas przed sobą razem z wami. Wszystko to bowiem dla was, ażeby w pełni
obfitująca łaska zwiększyła chwałę Bożą przez dziękczynienie wielu. Dlatego to
nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek
zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie
bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku
dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co
niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa
wiecznie. Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego
zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz
wiecznie trwały w niebie.
J 14,1-6
Niech
się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca
mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę
przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce,
przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja
jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę. Odezwał się do Niego Tomasz: Panie, nie
wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę? Odpowiedział mu Jezus: Ja
jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko
przeze Mnie.
W domu Ojca mego jest mieszkań wiele ...
Jezus
nie kryje przed nami ani konieczności swego własnego "odejścia",
swojej własnej śmierci, ani konieczności naszego odejścia, śmierci każdego z
nas. Nie mówi nam "nie bój się nie umrzesz". Ale mówiąc
o konieczności śmierci pokazuje nam jednocześnie drogę jaką powinniśmy kroczyć,
aby dotrzeć do domu Ojca i pokazuje nam ostateczny cel naszej wędrówki. Jego
słowa: "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem" można także
zrozumieć w następujący sposób: "Ja jestem prawdziwą droga życia",
albo "Ja jestem drogą w prawdzie do Życia Wiecznego".
Naszym zadaniem jest do tego Życia Wiecznego dotrzeć. W domu Ojca czeka nas
prawdziwe życie, czeka nas Życie Wieczne, czeka nas Ten, z Którego rąk
wyszliśmy, nasz Ojciec i nasz Zbawiciel, i cała rzesza przyjaciół i ludzi
których kochaliśmy. Sam Chrystus przygotował tam dla nas miejsce i chce nas mieć
przy sobie. Nie zmarnujmy tego zaproszenia ... Znamy drogę, znamy cel ... czemu
mielibyśmy przez własną głupotę, pychę, upór czy zatwardziałość serca dotrzeć tam,
gdzie nikt na nas nie czeka?
I ujrzałem innego anioła, wstępującego od
wschodu słońca, mającego pieczęć Boga żywego. Zawołał on donośnym głosem do
czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu: Nie
wyrządzajcie szkody ziemi ni morzu, ni drzewom, aż opieczętujemy na czołach
sługi Boga naszego. I usłyszałem liczbę opieczętowanych: sto czterdzieści
cztery tysiące opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela: Potem
ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i
wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem.
Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają:
Zbawienie u Boga naszego, Zasiadającego na tronie i u Baranka. A wszyscy
aniołowie stanęli wokół tronu i Starców, i czworga Zwierząt, i na oblicza swe
padli przed tronem, i pokłon oddali Bogu, mówiąc: Amen. Błogosławieństwo i
chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na
wieki wieków! Amen. A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami: Ci
przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli? I powiedziałem do niego:
Panie, ty wiesz. I rzekł do mnie: To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i
opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili.
1J 3,1-3
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec:
zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś
dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi
Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi,
będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy zaś, kto
pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty.
Mt 5,1-12
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy
usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i
nauczał ich tymi słowami:
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich
należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni
będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność
posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną
sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni
miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga
oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój,
albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla
sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy /ludzie/ wam
urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na
was.
Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda
wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed
wami.
Nie
święci garnki lepią
Ale
i świętych nie z innej lepią gliny. To nie ludzie nadzwyczajni lub niezwyczajni,
żyjący gdzieś daleko w odległych krajach lub zamierzchłych czasach. To nie
herosi, idole, prawie anioły, nieosiągalni w swej doskonałości i nieprzystępni
w swej świętości. To nasi bliscy, krewni, znajomi ... Ludzie szczęśliwi, chociaż
pozornie niedorajdy i fajtłapy, nieudacznicy życiowi, którym się nie wiedzie,
bo nie umieli się dobrze ustawić, bo zapomnieli, że o swoje trzeba dbać i pilnować
interesu, bo nie umieli być sprytni, przebiegli i zaradni, bo na kłamstwo
mówili, że to jest kłamstwo, a na zło, że to jest zło. Oni nazywali rzeczy po
imieniu i nie byli obłudnymi dyplomatami o podwójnej twarzy. Dla nich rzeczy były
i są proste i świat po Bożemu poukładany. To nie ludzi szukający świętego
spokoju i unikający kłopotów za wszelką cenę. Święci, to ludzie jak najbardziej
normalni, po bożemu normalni, a nie po ludzku.
Szczęśliwi i pełni prostoty
w swojej naiwnej uczciwości i rzetelności. Szczęśliwi, bo czystego serca,
szczęśliwi, bo ubodzy duchem, łagodni i chociaż czasami płaczący z bezsilności
wobec zła, to jednak w ostatecznym rachunku zwycięscy. Pełni miłosierdzia dla
cierpiących, ale niemiłosierni dla oszustów i hochsztaplerów, dla karierowiczów
i chciwców, głodni sprawiedliwości dla zakłamanych i obłudników. Oni
zrozumieli, gdzie są prawdziwe wartości i dlatego są szczęśliwi i
błogosławieni. Wprowadzający pokój, ale bez kompromisów i dwulicowości. To
ludzie, dla których „tak” znaczyło ”tak”, a „nie” znaczyło po prostu „nie”.
Iluż z tych, którzy tę
piękna pieśń -"Błogosławieni" śpiewało kiedyś dla Papieża Jana
Pawła II, zrozumiało głębię jej słów? Iluż z tych, którzy jej słuchali,
doceniło wartość i znaczenie tego tekstu? A przecież jest to pieśń właśnie o
świętych, o wszystkich świętych bezimiennych i nie kanonizowanych, i tych zmarłych
z głodu i zimna w czasie ostatniej zimy w Polsce także ... i o zamordowanych,
bezbronnych dzieciach także, i o tych nienarodzonych, chociaż oni jeszcze nic
nie zrozumieli ... również...
BŁOGOSŁAWIENI i SZCZĘŚLIWI, chociaż żyli obok nas i byli pogardzani,
niezauważani, lekceważeni, wyśmiewani, odsądzani od czci.
BŁOGOSŁAWIENI i SZCZĘŚLIWI ... niedoceniani, którym nawet prawa do życia
nie przyznano ...
BŁOGOSŁAWIENI i SZCZĘŚLIWI
... oni już tak ... my ... jeszcze nie.
Homilia alternatywna
144
tysiące wybranych ?
Czyżby tylko tak niewielka
liczba ludzi miała się zbawić? Jeśli wziąć pod uwagę liczbę kanonizowanych i
beatyfikowanych przez obecnego Papieża, to chyba już niewiele miejsc wolnych
pozostało ... Czy się jeszcze załapiemy?
Nie sądzę jednak aby u bram
raju stali buchalterzy liczący wchodzących. To tylko w niektórych parafiach, od
czasu do czasu proboszczowie liczą wiernych na Mszach św. każąc ministrantom
liczyć wchodzących do kościoła. Pan Bóg ma jednak na pewno inne metody i nie używa
naszych kalkulatorów czy komputerów.
Św. Augustyn powiedział
coś, co można zastosować do tej „Bożej buchalterii”. Jego słowa to: "Przy
końcu życia będziemy rozliczani jedynie z miłości". I -tak na
dobra sprawę- to będzie jedyne kryterium wstępu do Królestwa Niebieskiego i
jedyny warunek uczestnictwa w życiu wiecznym. Nikt nie będzie tam liczył
wchodzących, nikt nie będzie zwracał uwagi na krawat, smoking czy nie
wyczyszczone buty, nikomu do głowy nie przyjdzie sprawdzać paszportów, wiz i
posiadanej gotówki ... Nikt nie będzie pytał czy jesteś ze strefy Schoengen,
czy twój paszport jest zielony, niebieski czy czerwony ... Jedynym pytaniem
będzie: "Czy i jak kochałeś Boga i bliźniego swego?"
Czy Twoja miłość była tylko uczuciowo-sentymentalna, czy czynna i konkretna,
jak w dzisiejszym kazaniu Chrystusa na Górze Ośmiu Błogosławieństw?
Liczba 144 tysięcy jest
zapewne wysoce symboliczna, i pewnym jest też, że Bóg ze swej strony nie
nakłada żadnych ograniczeń. On przyszedł na świat zbawić wszystkich, i
wszystkich zaprasza, i wszystkich chciałby mieć u siebie. To tylko my, naszym
egoizmem, obojętnością, chciwością, zachłannością, nienawiścią, brakiem
zrozumienia, lenistwem, małostkowością, pożądliwością i innymi grzechami
wykluczamy się z liczby zbawionych..
A tak swoją drogą, to ...
do spotkania w niebie,
czego i Tobie, i sobie życzę.
Homilia alternatywna
W książce Bruno Ferrero „Czy jest tam ktoś? Krótkie opowiadania dla
ducha" znalazłem takie oto krótkie opowiadanie:
Pewien mistrz murarski pracował wiele lat w wielkim zakładzie
budowlanym. Kiedyś jednak od prezesa tegoż zakładu otrzymał interesujące
zamówienie na wybudowanie wspaniałej willi według własnego projektu i uznania.
Mógł wybrać najpiękniejsze miejsce i nie przejmować się żadnymi kosztami. Wszystkie
koszty miały być pokryte z funduszy zakładu.
Prace rozpoczął natychmiast. Wykorzystując jednak pokładane w
nim bezgraniczne zaufanie, jakim go obdarzono, pomyślał sobie, że może użyć
starych surowców z odzysku oraz zatrudnić mniej wykwalifikowanych robotników,
aby w ten sposób zagarnąć dla siebie nieuczciwie zaoszczędzone pieniądze. I tak
w krótkim czasie wybudował zamówioną willę, ale jej jakość daleka była od tego,
co mógłby zrobić gdyby był uczciwy i rzetelny.
Kiedy dom został ukończony, w czasie wydanego na tę okoliczność
przyjęcia, wręczył swojemu prezesowi klucze do posiadłości. Prezes jednak
zwrócił mu je natychmiast i z uśmiechem powiedział :
"Ten dom jest naszym podziękowaniem dla ciebie za rzetelną
pracę. Niech będzie wyrazem naszego poważania i szacunku dla ciebie i twojej
pracy.”
Autor opowiadania dodaje na zakończenie: „Twoje dni są
cegłami, z których budujesz dom swojej wieczności.”
W dniu dzisiejszym warto byłoby zadać sobie
pytanie: "A jaki dom na wieczność buduję sobie ja?" Święci których
dzisiaj czcimy wybudowali na pewno domy trwałe, ufundowane na skale, jaką jest
Chrystus. Cegłami, których używali były: cichość, czystość serca, ubóstwo,
sprawiedliwość, miłosierdzie i pokój. I otrzymali nagrodę życia wiecznego. Czy
ja jednak nie buduję domu na piasku swoich uczuć i kaprysów, a w dodatku
używając kiepskich materiałów, oszukując i kantując. A czy cegłami których
używam nie są przypadkiem: spryt, cwaniactwo, obłuda, cynizm i pycha?
Przed laty, podczas pogrzebu usłyszałem bardzo
wstrząsające zdanie: "Jakie życie taka śmierć, jaka śmierć taka
wieczność". Kiedy myślę o życiu tych tysięcy świętych, których dzisiaj
wspominamy, to widzę niemalże namacalnie, że ich wieczność wpisana była w ich
codzienne życie. W codzienności budowali dla siebie wieczność i otrzymali
„nagrodę wielką w niebie”. Święci to nie tylko mistrzowie życia duchowego, ale
na pewno także „mistrzowie budowlani”, którzy wybudowali sobie wiecznotrwały
dom.
A jak to jest w moim wypadku. Jaką nagrodę ja
otrzymam? Zgodnie z z powiedzeniem: „Jakie życie taka wieczność”, moją
wieczność kształtuję już dzisiaj. Jakąż więc wieczność sobie przygotowuję?